Google testuje „ slow to load ”

Jak szybko twoja strona internetowa ładuje się na urządzeniach mobilnych? Z prędkością błyskawicy, czy może raczej w tempie ślimaka? Jeśli nie masz co do tego pewności, powinieneś to sprawdzić. Google już to zrobiło. Nie zdziw się zatem, jeśli pozycja twojej witryny nieoczekiwanie spadnie w wynikach wyszukiwania.

SZYBKOŚĆ STRONY W WYŚCIGU O POZYCJĘ

Dostęp do Internetu w telefonie czy tablecie chyba nikogo już nie dziwi. Z urządzeń mobilnych korzysta bowiem coraz więcej osób. Mało tego! Wszystkie prognozy wskazują na to, że ruch ten cały czas będzie wzrastał i za kilka lat przekroczy 50% całego ruchu w sieci.

Google doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego przy ustalaniu rankingu stron zaczęło brać pod uwagę także prędkość, z jaką witryny ładują się na urządzeniach mobilnych.

Parametr ten nie ma co prawda bezpośredniego wpływu na pozycję strony, ale, jak wykazały najnowsze eksperymenty Google, jest jednym z czynników decydujących o liczbie użytkowników i wskaźniku odrzuceń, które de facto są dla algorytmów ważnym wyznacznikiem przy przydzielaniu miejsc na liście wyszukiwania.

Strona, którą użytkownik z jakichś powodów omija lub opuszcza już po kilku sekundach, jest bowiem uznawana przez wyszukiwarkę za niewartościową, a co za tym idzie – niegodną promowania.

EKSPERYMENT Z ETYKIETĄ „ SLOW TO LOAD ”

To, jaki wpływ na współczynnik odrzuceń ma szybkość ładowania się stron na urządzeniach mobilnych, Google testowało w Indonezji na Internecie 2G. Odpowiednia optymalizacja witryn przyniosła tam zaskakujące efekty – czterokrotnie przyspieszyła działanie stron, o 80% zmniejszyła wykorzystywane przez nie bajty, a co najważniejsze zwiększyła ilość ich odsłon aż o 50%!

Spadki w liczbie odwiedzin z tabletów i smartfonów zaliczyły zaś strony powiązane z serwisem You Tube, którym Google w wyszukiwarkach mobilnych poprzypinało etykiety „ Slow to load ”, informujące o tym, że witryna wymaga pobrania dużej ilości danych, co może się wiązać z długim czasem jej ładowania.

Popularnemu na całym świecie serwisowi, jak można się domyślić, żółte trójkąty z wykrzyknikiem, którymi opatrzone były prowadzące do niego linki, szczególnie nie zaszkodziły.

Zupełnie inaczej mogłoby jednak być w przypadku strony, która tak ugruntowanej pozycji w sieci jeszcze nie ma. Widniejący przy jej adresie znak ostrzegawczy mógłby przecież skutecznie zniechęcić użytkownika do kliknięcia w prowadzący do niej link, a tym samym znacznie nadszarpnąć jej pozycję.

WSKAŹNIK CTR POD WPŁYWEM ŻÓŁTEGO TRÓJKĄTA

Czy za zbyt długi czas ładowania się strony Google przewiduje jakieś kary? Tego póki co nie wiadomo. Przypuszczać jednak można, że nawet jeśli takowe się pojawią, nie będą one aż tak dotkliwe jak w przypadku nieprzestrzegania reguł dyktowanych przez Pandę czy Pingwina.

O ile bowiem za nieunikalne teksty czy nienaturalne linki Google jest w stanie strącić stronę w wirtualne czeluści obniżając jej pozycję o kilkanaście oczek lub, co gorsza, nakładając na nią filtr tak, by stała się całkowicie niewidoczna dla wyszukiwarek, o tyle za niemobilność straszy jedynie postawieniem przy jej adresie znaku ostrzegawczego, na dodatek tylko w wyszukiwarkach obsługiwanych przez urządzenia mobilne.

Z drugiej strony jednak, zważając na odstraszające właściwości żółtego trójkąta z wykrzyknikiem, etykieta „ Slow to load ” wydaje się karą wystarczająco ostrą. Może bowiem w znaczny sposób ograniczyć ilość wejść na stronę i obniżyć tym samym współczynnik CTR, co z kolei może się przełożyć na spadek wypracowanego już wcześniej wyniku.

CZAS WCZYTYWANIA A WSPÓŁCZYNNIK ODRZUCEŃ

Zaostrzenie wymogów Google co do mobilności strony, należałoby jednak rozpatrywać przede wszystkim w kontekście zysków, jakie może przynieść prawidłowa optymalizacja. Przeprowadzony w Indonezji eksperyment jednoznacznie dowiódł przecież, że krótszy czas ładowania się witryny to większa ilość odsłon i mniejszy współczynnik odrzuceń. Strona, która długo się wczytuje, po prostu zniechęca do przeglądania opublikowanych na niej treści.

Wyobraź sobie, że od kilku minut próbujesz wejść ze swojego telefonu na stronę internetową, którą polecił ci kolega. Ta ładuje się jednak w ślimaczym tempie. Co robisz? Oczekując cierpliwie, aż wszystkie jej elementy się wczytają, spokojnie idziesz zaparzyć sobie herbatę?

To raczej mało prawdopodobne, ponieważ twój czas jest zbyt cenny, by marnotrawić go na bierne wpatrywanie się w „pasek postępu”. Bez wyrzutów sumienia opuszczasz więc stronę, zanim ta do końca się załaduje. To naturalne. Robi tak większość użytkowników. Z twoją stroną, jeśli ta za wolno się ładuje, również. Z tego chociażby powodu powinieneś zadbać o jej mobilność!

DARMOWE TESTY NA WYDAJNOŚĆ STRONY

Na to, jak szybko strona ładuje się na urządzeniach mobilnych, wpływ ma kilka czynników. Jednym z nich, tym najbardziej oczywistym, jest internetowe łącze, jakim dysponuje użytkownik. Na tym można by poprzestać, zakrywając się stwierdzeniem, że „strona wolno się ładuje, bo połączenie jest słabe i Internet wolno chodzi”. To bardzo dobre wytłumaczenie, ale tylko dla laika.

Wolno ładująca się strona dla webmastera powinna być raczej sygnałem ostrzegawczym informującym nie o połączeniu, a o samej stronie. Czas jej ładowania może bowiem zależeć nie tylko od internetowego łącza, ale także od szybkości serwera, na którym jest zaparkowana, wielkości i formatu opublikowanych na niej grafik, błędów w jej kodowaniu, ilości plików CSS i JS, typów zainstalowanych wtyczek oraz wielu innych elementów.

Na szczęście, aby znaleźć przyczynę spadku jej wydajności, nie trzeba każdego z nich po kolei analizować. Istnieją bowiem specjalne programy, które nie tylko zbadają ją pod kątem szybkości, ale także wykryją źródła problemów oraz podpowiedzą, co i w jaki sposób można naprawić.

Jednym z takich narzędzi jest PageSpeedInsights – darmowy produkt stworzony przez Google z myślą o webmasterach. Inne programy (na przykład Pingdom Website Speed Test) pokażą z kolei, jak dana witryna pod względem wydajności wypada na tle konkurencji.

OPTYMALIZACJA WARTA ŚWIECZKI

Aby poprawić wydajność strony, naprawdę nie trzeba wylewać siódmych potów! Czasami wystarczą najprostsze zabiegi, jak chociażby zmniejszenie rozmiaru obrazków czy kompresja plików multimedialnych.

Gra warta jest świeczki, bo ruch mobilny cały czas wzrasta. Coraz więcej osób posiada bowiem smartfony i tablety, dzięki którym dostęp do Internetu i sprawdzenie chociażby adresu najbliższej restauracji są możliwe nawet w tramwaju.

Zoptymalizowana pod kątem mobilności strona będzie miała zatem większą ilość odsłon i mniejszy współczynnik odrzuceń. Szybciej zostanie też indeksowana przez roboty Google, dzięki czemu zaktualizowane treści szybciej będzie można znaleźć w wynikach serwowanych przez wyszukiwarki.

Szybkość ładowania się strony można oczywiście zignorować, ryzykując tym samym oznaczenie linka prowadzącego do strony etykietą „ Slow to load ”, a co za tym idzie – mniejszą ilością odsłon i niższą pozycją w wyszukiwarce.

A twoja strona jak szybko wczytuje się na urządzeniach mobilnych? Czy aby przypadkiem nie grozi jej towarzystwo żółtego trójkąta?